Borek o gali w Arłamowie: Wszyscy stanęliśmy na krawędzi

– Kryzys dotyka pewnie każdego. Pytanie, kogo stać na to, żeby czekać i nie walczyć. Na pewno ci, którzy mieli większe walki w USA i dotknęli większych pieniędzy, nie muszą się spieszyć – mówi Mateusz Borek w rozmowie z PoGongu. 

Czy w tych trudnych czasach warto organizować galę boksu? Pytam cię jako promotora.

Mateusz Borek: Pytanie, po co to robimy? Jeśli dla kasy, to nie warto. Ale jeśli nas to kręci, lubimy wyzwania i adrenalinę, ponadto chcemy pomóc paru chłopakom, to wtedy warto. Czasy są trudne. Budżet gali składa się z kilku elementów: sprzedaży biletów, sponsorów, środków przekazanych z tytułu promocji danego miasta czy województwa i z pieniędzy od telewizji. Dzisiaj sprzedaż biletów odpada. Miasta mają inne priorytety, bo za chwilę będą dopłacać dzieciom do obiadów, wspierać służbę zdrowia, edukację i projekty społeczne, a niekoniecznie będą miały pieniądze na promocję sportu. Mapa rynku sponsoringowego mocno się skurczyła, firmy ograniczają wydatki na sponsoring i marketing. Jedynie pieniądze z tytułu praw telewizyjnych mogą w jakiejś części sfinansować galę. Możesz też zaryzykować i wziąć na siebie ryzyko finansowe. Zapłacić za produkcję, wytworzenie sygnału i promocję, a później spróbować sprzedać to w PPV.

Podejmujesz to ryzyko?

Rozważam kilka opcji. Akurat jestem na starcie nowego biznesu i z partnerami biznesowymi zastanawiamy się, czy nie ponieść pewnego kosztu tego przedsięwzięcia. Żeby zrobić coś bez precedensu w polskich mediach i pokazać galę w Kanale Sportowym. Myślimy o kilku wariantach. Pierwszy zakłada, że to będzie otwarty produkt dla ludzi. Wtedy musielibyśmy znaleźć kilka firm, które pomogłyby nam sponsoringowo przy transmisji. W drugim wariancie dwie walki pokażemy w paśmie otwartym, a resztę zakodujemy. Trzeci wariant to PPV w internecie za jakąś rozsądną cenę, przykładowo 19,99 złotych. Myślę, że dzisiaj kibic boksu tęskni za emocjami.

Który z tych wariantów wydaje się najbardziej prawdopodobny?

Nie wiem, mamy miesiąc do gali. Dzisiaj jestem bardziej skoncentrowany na
zakontraktowaniu rywala dla Roberta Parzęczewskiego. Od miesiąca rozmawiam z różnymi zawodnikami, ale jest szereg trudności. Ostateczną decyzję dotyczącą transmisji chciałbym podjąć dwa tygodnie przed imprezą i wtedy zakomunikować kibicom, w jaki sposób pokażemy galę w Arłamowie.

W Polsce jest problem ze sprzedażą PPV?

Trudno powiedzieć. Jestem fanem PPV, wolę oglądać PPV niż dwunastominutowe bloki reklamowe. Cyfrowy Polsat wykonał fenomenalną robotę w stworzeniu usługi PPV w Polsce, ale do tej pory stał na dosyć twardym stanowisku, jeśli chodzi o cenę usługi. Gdy sprzedawałem swoje eventy, kilka razy próbowałem dyskutować o tym z szefami Cyfrowego Polsatu. Zrobiłem dwie imprezy w systemie PPV – galę Adamek vs Haumono i Adamek vs Abell. Odpowiedzialność finansowa za te projekty spadła na mnie. Jeśli chodzi o cenę eventu, miałem inną optykę niż Polsat. Uważałem, że wzorem USA czy Anglii cena PPV powinna iść w parze z jakością sportową. Karta gali Adamek vs Abell była mocna. Ewa Brodnicka walczyła o mistrzostwo świata, Mateusz Masternak bił się o mistrzostwo Europy WBO, były walki Parzęczewskiego, Balskiego i Wierzbickiego. To był produkt na PPV, ale nie w tej samej cenie, co Adamek vs Kliczko czy nawet Adamek vs Szpilka. Adamek vs Kliczko to były Himalaje sportowe, prime Tomka i oczekiwanie na oszukanie przeznaczenia. Adamek vs Szpilka to była walka o nieprawdopodobnym ładunku emocjonalnym. Dlatego uważałem, że powinno się różnicować cenę.

Ile zatem według ciebie powinno kosztować PPV za galę Adamek vs Abell?

Jeśli gala Adamek vs Kliczko kosztowała 40 złotych, to wydawało mi się, że właściwa cena za Adamek vs Abell to 24,99 lub 29,99 zł. Podoba mi się model amerykański, gdzie zmienia się cenę w zależności od wielkości i jakości widowiska. Wtedy Cyfrowy Polsat nie brał tego pod uwagę. Stał twardo na stanowisku, że cena jest niezmienna. Słyszałem, że teraz trochę zmieniło się ich stanowisko i być może federacja FEN przy najbliższej gali dostanie zgodę na inną cenę. Myślę, że dzisiaj Polacy przyzwyczają się do PPV w internecie. Gigantyczną robotę zrobili ludzie z Fame MMA. Kilka podmiotów już dojrzało, żeby sprzedawać swój produkt w internecie, gdzie jest większa dostępność.

Mówiłeś o problemach przy konstruowaniu budżetu gali. Czy w związku z tym pięściarze zarobią mniej niż dotychczas?

Nie, zawodnicy mają w kontraktach wpisane określone sumy za rundy i za walki. Zwykle płacę więcej niż mają w kontrakcie. Tym razem poprosiłem zawodników o wyrozumiałość i minimalną zniżkę. Przeciwnicy moich zawodników czy zawodników Tymexu chcą zarobić, bo nie ma zbyt dużo gal. Ale wiedzą też, że jako promotor jestem pod ścianą, bo mam w obecnej sytuacji mniej opcji. Z racji niemożności podróżowania, zwłaszcza drogą lotniczą. Nie powiedziałbym, że rywale są tańsi ani że moi zawodnicy zaboksują za inne pieniądze niż zwykle. Nie chcę wykorzystywać czyjegoś zdrowia dla swojego interesu.

Dużo odebrałeś telefonów od pięściarzy, z którymi nie masz podpisanego kontraktu, a którzy chcieli wystąpić w Arłamowie?

Było mnóstwo takich telefonów. Skoro współpracuję z Mariuszem Grabowskim i mamy łącznie ponad trzydziestu zawodników, to nie będę wystawiał pięściarzy, którzy nie są związani ze mną lub z Tymexem. To byłoby nielogiczne. Mam komuś zapłacić, żeby zaboksował na mojej gali, promować go, a on za chwilę pójdzie w swoją stronę i będzie walczył na gali konkurencji. Nie jestem już tym zainteresowany. Chyba że zobaczę sens sportowy zatrudnienia takiego zawodnika w roli rywala mojego podopiecznego.

Nie dziwię się, że było mnóstwo tych telefonów. Jest mało gal, zawodnicy nie zarabiają. Jak trudny jest to czas dla polskich pięściarzy?

Kryzys dotyka pewnie każdego. Pytanie, kogo stać na to, żeby czekać i nie walczyć. Na pewno ci, którzy mieli większe walki w USA i dotknęli większych pieniędzy, nie muszą się spieszyć. Jeśli nie mają potrzeby aktywności i powrotu do ringu, poczekają do jesieni lub wiosny przyszłego roku. Eddie Hearn przesuwa terminy, Ameryka nie jest oczywista. Podejrzewam, że w DAZN też będą wielkie cięcia. Jeśli ktoś nie chce walczyć, niech się koncentruje na życiu rodzinnym. I niech czeka na lepsze czasy.

Czyli bokserski biznes jest na krawędzi i stąd też nazwa gali w Arłamowie?

To jest czas, gdy wszyscy stanęliśmy na krawędzi. Biznes, sport. Tęsknota kibiców też jest na krawędzi. Tęsknimy za tym, do czego się przyzwyczailiśmy. Obojętnie kto, co ogłosi, wszystkim to się podoba. Każdy pragnie zobaczyć napis live lub na żywo w prawym górnym rogu ekranu.

Ile testów na koronawirusa będą mieli pięściarze przed galą w Arłamowie?

Nie jestem Ekstraklasą S.A i PZPN nie daje mi miliona złotych na testy. Za każdy test muszę zapłacić. Podejrzewam, że zawodnicy będą przetestowani po przyjeździe do hotelu. Kto będzie zakażony, to nie wystąpi.

Kiedy zawodnicy zameldują się w hotelu?

W piątek rano, dzień przed galą. Jeśli dzisiaj zawodnik źle się czuje i wie, że coś jest nie tak z jego organizmem, to chyba nie ma problemu, żeby zapłacił sto złotych i się przebadał.

Dawałeś zawodnikom jakieś wytyczne lub prosiłeś ich, by bardziej uważali na siebie?

Nie róbmy psychozy. Każdy z nas chodzi po zakupy i do pracy. Nie jestem
zwolennikiem, żeby całe życie kogoś niańczyć i za kogoś myśleć. Jeżeli ktoś mnie zatrudnia do skomentowania meczu lub poprowadzenia studia, to nie interesuje go, ile czasu poświęcę na przygotowania. Płacą mi, żebym dał z siebie maksimum na antenie i za rzetelne przygotowanie do pracy. Oczekiwałbym trochę więcej samoświadomości u każdego z zawodników, trochę więcej pomocy w mediach społecznościowych i w narzędziach promocyjnych. To też jest właściwy czas, żeby wyjść spod klosza. Wszyscy muszą się zaangażować w budowanie i promowanie tego biznesu.

Ceremonia ważenia odbędzie się w normalnych okolicznościach, czy trzeba wdrożyć jakieś procedury?

Jesteśmy przygotowani na dwa warianty imprezy. Odbędzie się w środku albo na zewnątrz. Nie wiemy, co będzie za kilka tygodni, sytuacja jest dynamiczna. Ceremonię ważenia zrobimy w środku lub na tarasie, bo tam jest przepiękny widok na Bieszczady. Chciałbym też podziękować Michałowi Kozakowi, szefowi Hotelu Arłamów, że pomógł mi w konstruowaniu budżetu na event, dając chłopakom jedzenie i noclegi. Myślę, że dla hotelu będzie to fajna reklama.

Wspomniałeś, że jest problem z rywalem dla Parzęczewskiego. Ilu kandydatów wypadło?

Z piętnastu, w tym dwóch Polaków. Zaproponowałem walkę Robertowi Talarkowi, jego promotor był wstępnie zainteresowany, ale następnego dnia zadzwonił i powiedział, że Robert ma koronawirusa i musi przejść dwutygodniową kwarantannę. Odmówił też Przemek Opalach, odpisał mi, że ma inne plany i nie jest zainteresowany. Pozostałych zawodników szukałem za granicą. Zaproponowałem walkę jednemu zawodnikowi z Półwyspu Iberyjskiego, ale stwierdził, że jest za daleko, żeby dojechać samochodem. Na razie nie wiadomo, co będzie z lotami, więc rywala dla Roberta szukam w rejonach Ukrainy, Rosji, Czech, Słowacji, Węgier, Serbii, Szwajcarii, Niemiec i Francji

Z Polski już nikogo nie bierzesz pod uwagę?

Ale kogo?

Na przykład Norberta Dąbrowskiego?

Nie brałem go pod uwagę. Nie szukam zawodnika leworęcznego, bo byłby problem ze sparingpartnerami. Nie powiem, że nigdy nie dojdzie do konfrontacji Parzęczewskiego z Dąbrowskim, ale od samego początku nie chcieliśmy zawodnika leworęcznego.

Czyli na sto procent możemy przyjąć, że Parzęczewski będzie miał zagranicznego rywala?

Mam jeszcze jedną polską koncepcję, ale nie wydaje mi się, żeby ten pięściarz się zgodził. Jest bardzo wysoko w boxrecu jak na swój bilans. Wydaje mi się, że na 99 procent Parzęczewski będzie miał zagranicznego rywala.

Szlak w organizowaniu gali bokserskiej w czasie pandemii przetrze team Mariusza Wacha. Będziesz szukał jakiś wskazówek w trakcie tej gali?

Myślę, że nie ma takie potrzeby. Zrobiłem sześć dużych eventów, na które przyszło trzydzieści tysięcy ludzi. Mariusz Grabowski zrobił kilkadziesiąt eventów. Zrobimy wspólnie galę z walkami na gołe pięści. Przestudiowaliśmy przepisy. Jesteśmy po konsultacjach prawnych i medycznych. Logistycznie też jesteśmy gotowi. Nie muszę podpatrywać teamu Wacha, żeby wiedzieć, jak zorganizować galę w Arłamowie. 21 czerwca będziemy mogli porównać, który event był lepiej wyprodukowany, gdzie był lepszy obrazek i który lepiej się oglądało.

Po gali w Radomiu mówiłeś, że Patryk Szymański powinien zająć się czymś innym niż boks, a on znów wraca na twojej gali.

Patryk przyjechał do Warszawy, szczerze pogadaliśmy. Powiedziałem mu, że nie jestem do końca do tego przekonany, bo umawialiśmy się przed walką z Welikowskim, że trzymamy jedną linię, jeśli nie da rady. Patryk zwrócił uwagę na szereg aspektów fizyczno-medycznych. Mówił, że za dużo ważył, że zbijał po kilkanaście kilogramów przed walką i że to wszystko działo się w bardzo krótkim czasie. Twierdził, że chciałby dojść z powrotem do wagi średniej przez walkę w kategorii superśredniej, żeby tyle nie zbijać. Mówił, że złapał wiatr w żagle i że nie wybaczyłby sobie, gdyby teraz nie wrócił.

I uległeś.

Nie jestem od tego, żeby komuś odbierać marzenia. Patryk wziął za to odpowiedzialność i poprosił o walkę. Chciał wrócić na mojej gali. Nie kłócił się o pieniądze, nie stawiał żadnych warunków. Jego trener zaakceptował rywala. Zobaczymy, jak wypadnie i potem podejmiemy decyzje. Patryk chce, żeby ring odpowiedział mu na kilka pytań, które ma w głowie.

Przez pandemię przełożona została pożegnalna walka Tomasza Adamka. Będziesz zajmował się organizacją tej walki czy zostawiasz to Mariuszowi Grabowskiemu, by Tomek pożegnał się z kibicami na antenie Polsatu?

Sytuacja jest dynamiczna. Zobaczymy, co będzie jesienią. Zobaczymy, gdzie będę wtedy pracował. Na pewno pojadę na pożegnanie Tomka, z którym przeżyłem wiele lat jako dziennikarz, a później jako kumpel i promotor. Nie będę przekonywał Tomka, żeby patrzył na moją sytuację względem stacji, w której pracowałem przez 20 lat. To ma być jego święto i nie chciałbym wpływać na jego decyzje. Jeśli miałbym nie robić tego pożegnania, dlatego że Tomek chce się pożegnać w Polsacie, a Polsat nie miałby ochoty oglądać na swojej antenie promotora Mateusza Borka, to na pewno grzecznie się wycofam. Przyjadę jako gość, usiądę na widowni i razem z Tomkiem będę się cieszył jego ostatnią walką.

“Niech Tomek zrobi imprezę na pożegnanie, po co ma boksować? Chyba, że jest dobra kasa” – tak Dariusz Michalczewski skomentował pomysł zorganizowania pożegnalnej walki Adamka.

Nie upieram się, żeby Tomek boksował. Proponowałem mu, że możemy zrobić duży event, na który przyjedzie w garniturze, powie kilka słów z ringu i odbierze jakieś medale. Później spędzi wieczór na bankiecie. Czy ktoś mu dobrze zapłaci? To jest pytanie do Tomka i Ziggy’ego Rozalskiego, bo to oni o takich sprawach rozmawiają z właścicielem Polsatu, z którym Ziggy jest zaprzyjaźniony od kilkudziesięciu lat. Darek Michalczewski jako wielki mistrz zawsze ma prawo do swojej opinii. Dzisiaj mówi, że Tomek powinien zrobić to czy tamto. Darek też wszedł z powrotem na polski rynek, udzielił kilku wywiadów, ocenił kilku promotorów, a na koniec nie zrobił żadnej gali i zniknął.

Gdybyś był promotorem Artura Szpilki, to co byś mu doradził?

Artur określił się jasno, chce w pierwszej kolejności rewanżu z Radczenką. Dla niego to jest sprawa osobista. Potem chce być wolnym zawodnikiem, który spróbuje, zakładając dobry wynik walki z Radczenką, funkcjonować w środowisku bokserskim jako partner, a nie należący do kogoś zawodnik. Czyli rozumiem, że chce mieć większy udział w zyskach, jeśli takowe będą. To może być fajna lekcja dla Artura, bo zobaczy jak trudny to jest biznes i ile ten biznes kosztuje. Wydaje mi się, że on ze swoim aktualnym promotorem jest dogadany na trochę inną formę współpracy. To nie jest tak, że czekam na kolejną walkę Szpilki, by następnego dnia dzwonić do niego i namawiać, żeby walczył na mojej imprezie. Absolutnie nie. Natomiast myślę, że Artur i tak skończy w KSW.

Ale nie wykluczasz, że będziecie razem współpracować?

Nie wiem, czy Artur Szpilka w swojej matematyce jest gotowy na zrozumienie rachunków, które wynikają z zawodowego boksu. Umiem traktować ludzi po partnersku w każdym biznesie, ale myślę, że Artur potrzebuje dużo czasu, by tak policzyć wpływy do wydatków, żeby opłacało się wszystkim. Wydaje mi się, że on w tej chwili ma troszeczkę o tych rachunkach inne przeświadczenie niż jest w rzeczywistości.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

 

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery