kamil bednarek

Kamil Bednarek: Nie mogę przegrać i przynieść wstydu

W sobotę podczas gali Challengers Boxing Night by GIA w ringu zobaczymy Kamila Bednarka. Jego rywalem będzie Giuliano Natalizi. Każda walka jest dla mnie tą najważniejszą, ale nie czuję strachu przed Włochem. Z trenerem Piotrkiem Wilczewskim wiemy, po co idziemy – mówi Kamil Bednarek.

Kamil Bednarek: Jestem bojowo nastawiony przed sobotnią walką z Giuliano Natalizim, zresztą jak zawsze. Do ringu wyjdę z chłodną głową, idę po zwycięstwo i nie wyobrażam sobie potknięcia. Gdy dostałem propozycję walki z Włochem, od razu powiedziałem: bierzemy go. Za dużo o tym rywalu nie wiem, bo w internecie nie ma jego walk. Wiem, że lubi zmieniać pozycje. Możliwe, że jest trochę wyższy ode mnie. Jest bandziorkiem, bo dwa-trzy lata temu zatrzymali go za haszysz i za posiadanie broni w domu. Tyle się o nim dowiedziałem, ha ha.

Natalizi jest dla mnie przeszkodą w drodze do celu. Nie jest to utytułowany rywal i niby ta walka nic mi nie daje, ale przeżywam ją bardzo mocno. Nie mogę przegrać i przynieść wstydu. Każda walka jest dla mnie tą najważniejszą, ale nie czuję strachu przed Włochem. Z trenerem Piotrkiem Wilczewskim wiemy, po co idziemy. Za dwa-trzy lata chciałbym pojechać za granicę i sprawdzić się z mocnym rywalem, może w walce o pas mistrza Europy. Nie ma na co czekać. Trzeba ryzykować, ale potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby nauczyć się boksu zawodowego.

Gdy poznaję datę walki i nazwisko rywala, to pojawia się u mnie motywacja. Nakręcam się i odliczam dni do walki. W ostatnim czasie pracowaliśmy z trenerem nad spokojem w ringu. Nie chcę wchodzić w niepotrzebne wymiany ciosów, tym bardziej, że walka z Natalizim jest zakontraktowana na osiem rund.

W trakcie przygotowań ze zdrowiem wszystko było ok, nie mam też problemów z wagą. Sparowałem z Pawłem Stępniem, Jankiem Czerklewiczem, Karolem Welterem i z chłopakami z naszego klubu. Najwięcej dały mi sparingi ze Stępniem, bo Paweł jest doświadczonym zawodnikiem. Nie mogę za dużo mówić o sparingach, powiem tylko tyle, że trochę się poobijaliśmy. Każdy coś dla siebie wyciągnął z tych sparingów.

Z ostatniej walki z Tomasem Bezvodą byłem zadowolony, bo wygrałem, ale czegoś mi zabrakło. Biłem akcje, ale brakowało ponowienia w innej płaszczyźnie. Teraz ćwiczyłem akcje góra-góra i dół-dół. Albo góra-góra, dół-dół i jeszcze raz góra. Było trochę kombinacji w różnych płaszczyznach.

Z promotorem nie ustalaliśmy planu na ten rok, ale chciałbym stoczyć cztery walki. Zresztą tyle walk mam w kontrakcie. Mam nadzieję, że obie strony się z tego wywiążą. Jeśli będzie taka opcja, to jestem chętny na więcej walk niż cztery. Chciałbym wystąpić na gali Szpilka vs Różański. Jakieś rozmowy na ten temat już odbyliśmy. Jeżeli nie doznam żadnej kontuzji w najbliższej walce, to prawdopodobnie wystąpię na tej gali.

Niebawem w moim życiu dojdzie do dużych zmian, bo w czerwcu urodzi mi się syn. Bardzo się cieszę. W najbliższym czasie moje życie będzie wyglądało tak: sala, dom, sala, dom. Bardzo mi odpowiada taki styl życia. Teraz skupiam się na walce, ale powoli przygotowuję się do roli ojca. Oglądam w internecie filmiki, bo chcę mieć jakieś pojęcie. Na razie bardziej w to wszystko zaangażowana jest moja narzeczona, ja czekam na gotowe. Swoje już zrobiłem ha ha. Jeśli będzie taka możliwość, to chcę być przy narodzinach Kubusia. Imię dla synka wybraliśmy na cześć Kubusia Puchatka.

Co mnie czeka w sobotę w ringu? Moją walkę widzę tak: Włoch zmienia pozycję na mańkuta, atakuje mnie, a ja go wyprzedzam, trafiam sierpem albo walę na wątrobę i będzie koniec walki. Oczywiście będę boksował z chłodną głową, ale jak wyjdzie nokaut, to wszyscy będą się cieszyć.

Foto: Piotr Duszczyk/boxingphotos.pl

Przeczytaj także: Andrzej Wasilewski: Zrobiło mi się miło, gdy przeczytałem wpisy Artura Szpilki

Po Gongu TV poleca:

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery