„Mój promotor twierdzi, że jestem za ładna i za mądra na boks”

Ewa Piątkowska o stracie pasa federacji WBC dowiedziała się, gdy wchodziła do kina. Przeczytała o tym w internecie. Nie była zaskoczona. – Gdy zdobyłam pas, mój promotor stracił serce do boksu kobiet. Stwierdził, że mu się to nie opłaca i nie chce inwestować w kobiecy boks. Niestety o jego decyzji dowiedziałam się prawie trzy lata później – mówi Piątkowska w rozmowie z PoGongu. Teraz wzięła sprawy w swoje ręce. Znów chce być mistrzynią świata, chce też walczyć w MMA.

W opisie na Twitterze napisałaś, że jesteś królową życia. Jak to rozumieć?

Ewa Piątkowska: Przy moim zamiłowaniu do samotności i siedzenia w domu lubię się też trochę mocniej pobawić. Jak już zdecyduję się wyjść ze swojej jaskini, to gdzie się pojawię, wszyscy mnie zauważą. Może dlatego wybrałam boks, bo lubię ekstremalne rzeczy. Jednak potrafię oddzielić pracę od zabawy. Teraz jestem w treningu i temu się podporządkowuję.

Pewnie robisz huczne imprezy po wygranych walkach.

No właśnie nie, nigdy mocno nie świętowałam zwycięstw. To były zazwyczaj krótkie imprezy, bardziej spotkania ze znajomymi, którzy przyjechali na walkę. Po nich szłam spać, a następnego dnia życie wracało do normy. Nie było nigdy tak, żebym oblewała wygraną przez kilka dni. Przed walką spodziewam się swojego zwycięstwa, więc nie wprawia mnie ono w euforię.

Mam wrażenie, że jesteś jedną z nielicznych osób w środowisku sportów walki, która ma dobre relacje z Marcinem Najmanem. Mam rację?

Bardzo go lubię. Współpracowałam z Marcinem przy Narodowej Gali Boksu. Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Zawsze był dostępny i odpowiadał na wszystkie moje prośby. Rozliczył się ze mną uczciwie i szybko.

Co sądzisz o jego formie zarabiana na życie?

Nie każdy by się w tym sprawdził. Większość ludzi nie zniosłaby takiej krytyki. Marcin jest fenomenem, bo przy takich wynikach sportowych stoi do niego kolejka chętnych do walki. Biją się o niego największe federacje MMA w Polsce. Promują się na nim nawet legendy boksu. Można go krytykować, ale uważam, że wycisnął z kariery maksimum. Trudno znaleźć drugą osobę, która mając taki bilans walk, zarobiłaby tyle na sportach walki i wzbudzała takie emocje.

Jest sportowcem czy nie? Wiele osób uważa, że bliżej mu do cyrkowca niż sportowca.

Jest sportowcem, tylko nie przygotowuje się do walk na sto procent. Doskonale wie, że nie musi wygrywać. Wystarczy, że pokaże się w oktagonie. Walka może zakończyć się w pierwszej rundzie, a i tak wszyscy będą pisać nie o tym, że jego rywal wygrał, tylko że Najman przegrał. Później w kolejce do walki ustawią się kolejni chętni. Na pewno inaczej wyglądałyby jego występy, gdyby przygotowywał się w stu procentach i nastawił się na poważną karierę. Wybrał inną drogę. Nie krytykuję go. Wielu ludzi, którzy piszą o honorze i mówią, że robi z siebie pajaca, gdyby miało szansę zarobić takie pieniądze, też by się na to zdecydowało.

W kolejce do walki z Najmanem ustawił się Mariusz Grabowski, który chciałby się bić z nim na gołe pięści. Tomasz Adamek powiedział, że znokautowałby Najmana w pięć sekund.

Jest to robienie szumu i próba wypromowania nowej federacji walk na gołe pięści. Uważam, że do żadnej z tych walk nie dojdzie. Pieniądze, które pojawiają się w stawce, mają zwiększyć klikalność. Najman nie miałby żadnego problemu, żeby przetrwać pięć sekund z Adamkiem. Nie biorę tego na poważnie. Traktuję te zaczepki jako rozrywkę w nudnym dla sportu czasie.

Dlaczego po zdobyciu mistrzostwa świata twoja kariera się zatrzymała?

Gdy zdobyłam pas, mój promotor stracił serce do boksu kobiet. Stwierdził, że mu się to nie opłaca i nie chce inwestować w kobiecy boks. Niestety o jego decyzji dowiedziałam się prawie trzy lata później. Oczywiście były przesłanki, ale szukaliśmy cały czas atrakcyjnej walki za granicą, korzystałam też z ofert innych polskich promotorów. Jednocześnie czekałam na walki na galach naszej grupy, ale teraz wiem, że nie mogę na to liczyć. W końcu wzięłam sprawy w swoje ręce. Z powodu epidemii i braku możliwości wyjazdu zaczęłam od występu w Polsce. Załatwiłam sobie pojedynek z Kariną Kopińską na gali Wach Boxing Team. Zaczęłam też współpracę z menedżerem z USA, który załatwia mi walkę za oceanem. Miało do niej dojść na przełomie kwietnia i maja, ale pandemia pokrzyżowała plany. Mam nadzieję, że uda się wyjechać tam w wakacje lub jesienią.

Kim jest ten menedżer z USA?

Na razie nie ujawniam jego nazwiska. Środowisko bokserskie w Polsce jest jakie jest i niektóre osoby mogłyby mi pewne rzeczy utrudniać. Wydaje mi się, że podjęłam dobrą decyzję i wkrótce stoczę ciekawą walkę w USA.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” powiedziałaś, że twój promotor powtarza ci, że jesteś za ładna na ten sport i namawia cię do zakończenia kariery.


Mówi też, że jestem na ten sport za mądra. Kobiety w sporcie, tym bardziej w sportach walki, mają do czynienia z różnymi uprzedzeniami. Gdyby mówił to ktoś z moich bliskich, to jeszcze bym zrozumiała. Ale jeżeli powtarza to osoba odpowiedzialna za moją karierę bokserską, to nie wiem, co o tym myśleć. Boks to bardzo ciężka dyscyplina, a dochodzą jeszcze takie historie.

Po zdobyciu pasa w 2016 roku, stoczyłaś tylko trzy pojedynki. Walcząc tak rzadko, da się utrzymać z boksu?

Z boksu można się utrzymać i to na całkiem niezłym poziomie, gdy walczy się regularnie. Głównie dzięki sponsorom. Gdy walczy się rzadko, trzeba szukać innych źródeł dochodu. W moim przypadku była to praca na lotnisku czy dla telewizji. Biorę też różne tłumaczenia. W zależności od bieżących potrzeb. Finansowo lepiej wiodło mi się przed zdobyciem pasa. Wtedy walczyłam regularnie. Zarabiałam za walki, było też wsparcie od sponsorów. Po zdobyciu mistrzostwa nie walczyłam prawie dwa lata i niektóre firmy się wykruszyły.

„Ewa ma duże ambicje. Polowała na naprawdę duże walki. Niestety się nie udało” – tak ostatnio Andrzej Wasilewski pisał o tobie na Twitterze. Próbowałaś przekonać promotora, żeby dał ci szansę?

Co do ambicji i dużych walk, nie wszystko stracone. Występ w USA został tylko przesunięty. Co do przekonywania promotora – nie, nie próbowałam, bo mamy za słaby kontakt. Rzadko się widzimy. Mam trochę żalu o to, jak wygląda moja kariera. Można było z niej wycisnąć znacznie więcej. Kiedy walczy się regularnie, cała machina się nakręca. Jest medialność, są sponsorzy i kibice. Uznałam, że nie będę namawiała promotora, żeby zmienił decyzję. Zależy mi tylko, żeby dał mi teraz wolną rękę.

Twój kontrakt z KnockOut Promotions został rozwiązany?

Oficjalnie nie rozwiązaliśmy kontraktu, ale umówiliśmy się, że sama załatwiam sobie walki i promotor ich nie blokuje.

W jakich okolicznościach dowiedziałaś się, że tracisz pas federacji WBC i zostajesz mistrzynią w zawieszeniu?

Wchodziłam do kina i przeczytałam o tym bodajże na Twitterze. Nie wzbudziło to we mnie dużych emocji, skupiłam się na filmie. Od dawna się tego spodziewałam. Toczyłam obrony rzadziej, niż nakazuje regulamin federacji. Poza tym uważałam, że to będzie dla mnie lepsze rozwiązanie, bo ten pas trzymał mnie w kategorii, która nie była dla mnie naturalna. Chciałam zejść dwie kategorie niżej. Pojedynki w wyższej wadze miałyby sens, gdybym miała wsparcie i walki również w Polsce. A wszystko to zakończyło się po zdobyciu mistrzostwa. By utrzymać pas, musiałabym walczyć na wyjeździe, a oferty, które otrzymywałam, nie były atrakcyjne. Wiem, ile zarabiały inne pięściarki, które jechały z pasami do USA. Propozycje, które dostawałam, były znacznie niższe, a nie było pola do negocjacji, bo organizacja walki w Polsce nie wchodziła w grę i druga strona wiedziała, że nie mam wyboru. Nie doszło do porozumienia i o pas zawalczyły inne zawodniczki. Teraz wracam do swojej naturalnej kategorii wagowej.

Pewnie podpiszesz się pod słowami, że boks to jest biznes, a nie sport?

To jest biznes. Jest to też dyscyplina sportowa, ale bardzo dużo zależy od układów pozaringowych i polityki. Zawodnik ma jakiś wpływ na karierę, bo to on wchodzi do ringu, ale werdykt jest czasem zaskakujący.

Twoja planowana walka w USA ma być o mistrzostwo świata?

Mogę walczyć o pas federacji IBF. Nawet od razu, gdy odmrozi się sport i zostaną otwarte granice.

Szykuje się wypłata życia?

Na pewno nie będzie to kwota, która ustawi mnie do końca życia, bo w boksie kobiet nie ma takich stawek. Może to być przyjemny zastrzyk gotówki, który sprawi, że przez jakiś czas nie będę musiała się martwić o finanse.

Jak sądzisz, ludzie w Polsce chcą oglądać boks kobiet?

Jest dużo osób, które są przeciwko kobietom w sportach walki, ale wynika to między innymi z niechęci części społeczeństwa do tego typu sportów. Sporo ludzi reaguje jednak pozytywnie. Mam większe wsparcie kibiców niż wielu moich kolegów z grupy. Ludzie cały czas pytają o moje pojedynki z niektórymi zawodniczkami. Kobiety w sportach walki wzbudzają duże emocje i kontrowersje, ale wszystko zależy od jakości produktu. Jeżeli walczą ze sobą dwie dobre zawodniczki, które pokazują ciekawy boks, to nikt nie będzie narzekał, że są to kobiety, a nie mężczyźni.

Ostatni pojedynek stoczyłaś w Dzierżoniowie. Walka odbyła się w kameralnej salce, miałaś słabą rywalkę. Po co była ta walka?

Kręciliśmy wtedy film dokumentalny i reżyserom oraz producentom bardzo zależało, żeby pokazać prawdziwą walkę. Żeby w filmie nie było tylko scen z treningów i z życia codziennego. Moi koledzy organizowali galę, więc spytałam, czy mogę u nich walczyć. Nie mieli nic przeciwko. Fragmenty walki były pokazane w filmie.

W filmie „Twardzielki” była scena, w której dzwonisz po walce do mamy. Scena była wyreżyserowana, czy po każdym pojedynku dzwonisz do rodziców?

To była autentyczna scena. Mama nie wiedziała, że byłam w tym momencie nagrywana. Zawsze po walce dzwonię do niej, bo oglądanie moich pojedynków to dla niej za duże nerwy. Dzwonię, by dać jej znać, że nic się nie stało.

Podobno twoi rodzice chętnie otworzą szampana, gdy zakończysz karierę w sportach walki.

Parę dni temu byłam u rodziców i powiedziałam, że mam walkę. Mama nie chciała nawet słuchać. “Dobrze, dobrze, nic mi nie mów. Nie chcę znać szczegółów” – stwierdziła. Nawet jej nie powiedziałam, gdzie i z kim walczę. Jej podejście już się nie zmieni, za bardzo się o mnie boi. Mimo to mocno mnie wspiera.

Kariera sportowa nie układa się po twojej myśli. Jesteś wykształcona, pewnie bez problemu znalazłabyś inną pracę. Po co ci boks?

Mam sporo możliwości, ale boks sprawia mi największą radość. Lubię stale mieć cel, do którego dążę, lubię przygotowywać się do walk. Jestem już blisko końca kariery, ale chcę z tego ostatniego etapu wycisnąć jak najwięcej. Chciałabym walczyć w USA. Dostaję też propozycje walk w MMA. Wiem, że jak powiem stop, to już nie wrócę. Nie stoczę 25 walk pożegnalnych jak niektórzy polscy pięściarze. Po zakończeniu kariery planuję robić rzeczy, które również sprawiają mi przyjemność.

Podobno swoją przyszłość wiążesz z pracą w telewizji.

Jak tylko sport wróci do życia, będę chciała uczyć się zawodu dziennikarki sportowej. Jest to dla mnie wymarzony scenariusz. Mam też słabość do branży lotniczej.

Co pociąga cię w pracy dziennikarki sportowej?

Dzięki tej pracy pozostanę w sporcie, który i tak bym śledziła jako kibic. Podobny zabieg wykonałam, decydując się na boks zawodowy. Chciałam, żeby praca była moją pasją. Niewiele osób ma ten przywilej.

Czego nie lubisz u dziennikarzy?

Nie lubię, jak nie przygotowują się do rozmowy i zadają pytania, które są właściwie w każdym poprzednim wywiadzie. Najgorszym pytaniem przez pierwsze lata było: jak zaczęła się twoja przygoda z boksem. Odpowiadałam na nie tyle razy, że byłam tym już mocno zmęczona. Zaczęłam to sygnalizować i na szczęście dawno nikt mnie o to nie zapytał.

Denerwujesz się, gdy dziennikarze pytają cię o Ewę Brodnicką?

Nie, chociaż to też jest nudny temat. Wszyscy pytają mnie o rewanż, a to ona przed nim ucieka. To pytanie powinno być kierowane do niej.

Złożyłaś przeciwko Ewie Brodnickiej pozew o naruszenie nietykalności. Na jakim etapie jest sprawa?

Sądy w Polsce działają dosyć wolno, sprawa jest w toku. Wygląda na to, że po lipcowej rozprawie i przesłuchaniu ostatniego świadka wszystko będzie jasne. Później spodziewam się już ogłoszenia wyroku. Wiele osób ze środowiska bokserskiego krytykowało moją decyzję o pójściu do sądu, ale nie miałam wątpliwości. Jestem pięściarką zawodową i zarabiam walcząc, ale to nie znaczy, że jakaś patologia może bezkarnie podejść do mnie na ulicy, uderzyć mnie i uciec. Nie schodzę do tego poziomu.

Oglądasz walki Ewy Brodnickiej?

Gdy walczy na gali, na której interesują mnie inne walki, to zdarza mi się zerknąć. Niestety tego nie da się oglądać, oczy krwawią. Brodnicka dostaje rywalkę dwie głowy niższą, z dwóch wag niżej, a i tak nie potrafi przyjąć walki. Ucieka i klinczuje przez dziesięć rund. Kibice się nudzą, telewidzowie pewnie robią porządki w domu, a po dziesięciu rundach klinczu sędziowie orzekają jej zwycięstwo. To jest parodia boksu.

Co sądzisz o zachowaniu Ewy na ceremoniach ważenia? Mam na myśli prowokacyjne stroje, pocałowanie rywalki.

Uważam, że nie ma wyboru. Na pewno nie przekona nikogo do siebie ani boksem, ani intelektem. Bierze to, co najprostsze i najbardziej dostępne, czyli pokazuje dupę. To zawsze działa i dobrze sprzedaje się w mediach. Nie trzeba być geniuszem, żeby to wymyślić.

Nie myślałaś, żeby w podobny sposób zachowywać się na ceremoniach ważenia?

Nie. Może gdybym była zdesperowana i za wszelką cenę potrzebowała klików, to siliłabym się na coś takiego, ale nie mam natury atencjuszki. Żyję mi się dobrze i nie muszę robić z siebie idiotki. I tak jestem w mainstreamie, więc po co kreować coś sztucznego.

W jakim kierunku zmierzają sporty walki w Polsce? Coraz popularniejsze stają się pojedynki na gołe pięści.

Uważam, że jest miejsce dla wszystkich. Być może konkurencja sprawi, że boks trochę nadgoni w niektórych aspektach. Boks w porównaniu z MMA ma pewne braki marketingowe i promocyjne. Grupy bokserskie mogą podpatrzyć coś u nowych federacji ze świeżymi pomysłami. Będą powstawały nowe twory, a rynek je zweryfikuje. Myślę, że boks nie jest zagrożony, bo to jest klasyczny sport, który zawsze się obroni i będzie miał fanów.

Kobiety będą chciały się bić na gołe pięści?

Znajdą się takie. Widziałam, że za granicą kobiety zgłaszają się do takich federacji. Nie jestem pewna, czy zawodowe pięściarki będą chciały w to wejść, bo ryzyko kontuzji jest bardzo duże. Po jednej walce można skończyć karierę. Z tego, co widzę, w Polsce stawki w boksie są wyższe niż w walkach na gołe pięści.

Wspomniałaś, że dostajesz oferty z federacji MMA. Które z nich zaproponowały ci kontrakt?

Nie chcę zdradzać. Najpierw muszę pójść na pierwszy trening, a dopiero później rozpocznę rozmowy o kontrakcie. Umówiłam się z trenerem Mirosławem Oknińskim, że po walce z Kariną Kopińską przyjdę do niego na trening. Jestem pozytywnie nastawiona, bo MMA daje większe możliwości zwinnym i sprawnym sportowo osobom. Pozwala pokazać więcej niż boks, którego reguły są okrojone. W MMA jest kilka płaszczyzn, które dają szanse na wykonywanie spektakularnych akcji. Jeśli mi się to spodoba i będę dawała sobie radę na treningach, to chciałabym stoczyć walkę w MMA.

Planujesz walczyć w MMA dopiero po zakończeniu kariery bokserskiej?

Nie, trenowałabym równolegle. Pomoże mi to utrzymywać formę. Oczywiście, jeśli na horyzoncie będzie walka w USA w boksie, to skupię się tylko na treningach bokserskich. Ale skoro tak rzadko walczę, to mam czas, żeby między pojedynkami robić coś innego, zamiast marnować kolejne miesiące.

Z Joanną Jędrzejczyk dałabyś sobie radę w walce bokserskiej?

Jestem pewna, że w boksie wygrałabym z nią, bo jestem znacznie większa i silniejsza. Joanna przy całej klasie sportowej nie ma stalowej szczęki, a w walce bokserskiej musiałaby przyjąć dużo więcej ciosów, niż w MMA. Byłabym sporą faworytką. Joanna jest przyzwyczajona do wzrostu, zasięgu i siły ciosu rywalek ważących pięćdziesiąt kilka kilogramów, a ja ważę dziesięć kilogramów więcej. Pewnie dlatego byłby problem z ustaleniem kategorii wagowej. Walczyłam raz z rywalką, która w dniu walki miała przewagę dziesięciu kilogramów i siła jej ciosów znacznie odbiegała od tego, do czego byłam przyzwyczajona. Na szczęście odporność to jeden z moich atutów. Może kiedyś uda się zorganizować walkę z Joanną. Jestem na tak.

„Można jej rozciąć łuk brwiowy, przełożyć nos na bok, a i tak będzie szła do przodu”. Pamiętasz, o której rywalce tak powiedziałaś?

Pewnie o Karinie Kopińskiej.

Dokładnie. Za kilka tygodni znów będziesz z nią walczyła.

Nie zmieniam o niej zdania. Karina ma największe serce do walki ze wszystkich moich potencjalnych polskich rywalek. Zawsze idzie do przodu i walczy do końca. Wybór rywalki ograniczyliśmy do tych z Polski. Wiadomo, że zawodniczki Tymexu nie przyjęłyby propozycji. Uparliśmy się, żeby to była właśnie Karina. Jest znana z tego, że przyjmuje wyzwania. Dogadaliśmy się w kwestii wagi i 12 czerwca spotkam się z nią w ringu.

Wydaje mi się, że to nie będzie dla ciebie łatwa walka. Niby rywalka na przetarcie, ale ryzyko jest spore.

Nie można tego nazwać walką na przetarcie, bo ostatnio walczyłam rok temu, a po takiej przerwie każda walka jest wyzwaniem. W ciągu czterech lat stoczyłam trzy pojedynki. Trudno się boksuje przy takiej częstotliwości, bo brakuje wyczucia ringu i precyzji. Może być u mnie widoczna rdza. Nie lekceważę Kariny, będę się musiała wysilić. Dla niej jest to duża szansa. Potrafi wygrywać z faworytkami, wiele razy była oszukiwana przy werdyktach. Dla niej wygrana ze mną byłaby cenna.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek


 

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery