„Obawiałem się tylko pogody i pogoda mnie załatwiła”

Michał Cieślak przegrał na punkty z Ilungą Makabu walkę o pas mistrza świata federacji WBC, ale z Kinszasy mógł wrócić z podniesioną głową. Polak w ringu pokazał ogromny charakter i waleczne serce. W niedzielę wrócił do Polski i w rozmowie z dziennikarzami opowiedział o walce w Afryce i jej kulisach.

Michał Cieślak: W Kinszasie cały czas coś się działo. Sztab trenerski próbował mnie od tego odcinać. Wiadomo, że od wszystkiego się nie dało. O niektórych sytuacjach dowiedziałem się dopiero po walce. Nie wiedziałem, że przed pojedynkiem było zamieszanie z pieniędzmi. Przed walką byłem wyluzowany, słuchałem muzyki w pokoju. W Kinszasie były różne momenty, ale nie chcę już o tym rozmawiać. Szczęśliwie wróciłem do Polski i mówienie o tym teraz jest bez sensu.

Obejrzałem fragmenty walki. Początek był dobry. Oprócz pogody niczego się nie bałem. Po szóstej rundzie nie miałem już siły, odcięło mnie. Czułem, że Makabu był podłączony, ale nie chciałem ryzykować. Nie sądziłem, że tak szybko pojawi się u mnie kryzys. Jak mnie odcięło to już do końca walki nie puściło. Później jechałem już tylko na charakterze. W początkowych rundach nie chciałem ryzykować, taka była taktyka. Teraz mogę mieć pretensje tylko do siebie. Makabu niczym mnie nie zaskoczył. Nie narzucił swojego stylu, nie porozbijał mnie. To była wyrównana walka. Nie chcę się tłumaczyć, ale gdyby walka odbyła się w Polsce, to wyglądałaby zupełnie inaczej. W Kinszasie było 30 stopni i duża wilgotność. Nie spodziewałem się, że to aż tak na mnie wpłynie.

Zabrakło mi ponowienia akcji. Takich szans nie można marnować, nie można czekać. Później przyszedł kryzys i był koniec. Walka była kilka razy przekładana, biliśmy się w Afryce, wokół było dużo zamieszania. To wszystko się skumulowało i miało wpływ na to, że od 6. rundy wyglądało to tak, jak wyglądało. Niby głupie sprawy, ale tam na każdym kroku coś się działo. Ważenie miało być o 15, dziesięć minut przed 15 dostałem informację, że jednak będzie o 16. Ostatecznie zważyli mnie przed 17. Wychodząc do ringu, nie było mojej muzyki, bo zginął pendrive. Dla mnie to są ważne rzeczy.

W czwartej rundzie Makabu trafił mnie w jajca. Tak mocno, że aż ręce mi opadły. Spojrzałem na sędziego, bo myślałem, że on to widział i wtedy Makabu mnie uderzył. To był bardzo mocny cios. W 9. rundzie fajnie się pobiliśmy, przyjąłem trochę ciosów. Cieszę się, że zrobiłem taką walkę i dałem z siebie wszystko. Poszedłem na wymianę ciosów, trochę mi tego brakowało. Jeśli chodzi o werdykt, to nie chcę tego komentować, nie jestem od tego. Rundy były a to skracane, a to przedłużane.

To nie jest tak, że pojechałem do Kinszasy nieprzygotowany. Niektórzy gadają, że powinienem zmienić sztab trenerski. To są jakieś bzdury. Zrobiłem bardzo mocny obóz przygotowawczy. Miałem dwóch sparingpartnerów, sparowałem z nimi po dwanaście rund. Do 30 sekund skracaliśmy przerwy na odpoczynek. Byłem bardzo dobrze przygotowany. Teraz czas na zasłużony odpoczynek, bo moje przygotowania ciągnęły się od czerwca. Przez miesiąc odpoczywam, nic nie będę robił. Z trenerem nakreślimy plan treningowy. Myślę, że do poprawy jest też trochę kwestia mentalna. Musi wrócić stary Cieślak.

Chciałbym jak najszybciej rewanżu z Makabu, ale pewnie to szybko nie nastąpi. Słyszałem, że są jakieś spekulacje na temat walki z Makabu w Radomiu, ale nie nastawiam się na to. Za dużo już przeszedłem w boksie, by myśleć o rzeczach, które dopiero są w zalążku. Ale bardzo bym się cieszył, gdyby rewanż odbył się w Radomiu.

Z trenerem Liczikiem trochę rozmawialiśmy o walce, ale na analizę przyjdzie jeszcze czas. Myślę że wskoczyłem na inny poziom. Mam parę szczegółów do poprawienia i jedziemy z koksem. Wrócę sto razy silniejszy i będę mógł wygrać z każdym na świecie. Nie wyobrażam sobie, żebym tego pasa nie przywiózł do Polski. Nie chcę żadnych walk na przetarcie, bo nie czuję się przegranym czy stłamszonym. Zaraz robię następną robotę i chcę walki, może znowu jakiejś grubej.

Z wycieczki do Afryki zapamiętam wszystko. To były tyko cztery dni, ale można po nich napisać książkę. Nie żałuję, że wziąłem ten pojedynek. Myślę, że walka z Makabu dała mi więcej niż połowa moich walk. To był pojedynek o mistrzostwo świata. Dobrze wiecie, że niczego się nie boję. Obawiałem się tylko pogody i ta pogoda mnie załatwiła.

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery