damian wrzesiński

Poznajcie team Wrzesiński. „Bycie żoną pięściarza nie jest łatwe”

– Pierwsza randka na gali boksu, brzmi nieźle, prawda? – mówi Natalia Wrzesińska. – Żona jest w stu procentach zaangażowana w moją karierę – podkreśla Damian Wrzesiński. – Bycie żoną pięściarza nie jest łatwe – dodaje Natalia. Oboje pracują na sukces teamu Wrzesiński. W rozmowie z PoGongu opowiadają o sobie i karierze Damiana.

Gdzie zabrałeś Natalię na pierwszą randkę?

Damian Wrzesiński: Poznaliśmy się przez znajomych. Natalia jest koleżanką żony Krzysztofa Rogowskiego, z którym boksowałem w Poznaniu. Kiedyś w czwórkę wybraliśmy się na galę boksu amatorskiego w Poznaniu i tam zapoznałem się z Natalią. Wiedziała, że jestem pięściarzem.

Natalia Wrzesińska: Pierwsza randka na gali boksu, brzmi nieźle, prawda? Gdy się poznaliśmy Damian był pięściarzem amatorskim. Nie przeszkadzało mi, że trenuje boks, bo uwielbiam ten sport i cieszyłam się, że poznałam kogoś, kto ma takie same zainteresowania.

Damian: Natalia wspominała później, że trochę zazdrościła koleżance, że jest żoną sportowca. Może to jakoś podświadomie zadziałało, że jesteśmy razem. Teraz mnie wspiera.

Natalia: Damian, coś pokręciłeś. Nie zazdrościłam Monice, ale od razu wiedziałam, że to jest miłość od pierwszego wejrzenia. Po gali zadzwoniłam do koleżanki, która nas swatała i powiedziałam jej, że Damian będzie moim mężem. I tak się stało!

Dzisiaj tworzycie dobrze funkcjonujący team Wrzesiński.

Natalia: Bycie żoną pięściarza nie jest łatwe. Wszystko kręci się wokół Damiana i jego kariery. Ale jestem dumna z tego, co osiągnął. Zwłaszcza wtedy, gdy widzę, że tylu ludzi kibicuje mojemu mężowi i wierzy w jego sukces.

Damian: Natalia jest w stu procentach zaangażowana w moją karierę. Dba o mój wizerunek w mediach społecznościowych. Chcemy dotrzeć do jak największej rzeszy kibiców. To też jest dla mnie bardzo ważne. Chcę wejść na wyższy poziom, a do tego potrzebni są kibice. Rozwijam się sportowo, ale małymi kroczkami budujemy też moją rozpoznawalność.

Analizujecie wspólnie walki twoich przeciwników?

Damian: Żona zna się na boksie, w niektórych aspektach lepiej ode mnie. Odkąd jesteśmy razem jeszcze bardziej zaczęła interesować się boksem. Żyje tym i jest na bieżąco. Czasem w rozmowach ze znajomymi ucieknie mi jakieś nazwisko pięściarza, to ona mi przypomina. Wie, kto walczy na danej gali.

Natalia: Szukam w sieci informacji o przeciwnikach Damiana – ich treningów i walk.

Jak groźny będzie twój najbliższy rywal?

Damian: Zawodnicy z Ameryki Południowej boksują nieszablonowo. Otto Gamez bije z różnych płaszczyzn, ma szybkie ręce. Zauważyliśmy, że jego ulubione ciosy to haki na dół i podbródkowe. Gamez lubi skracać dystans i zadawać te ciosy przy linach. Wygrał kilka walk przed czasem po tych ciosach. Ma fajny lewy prosty, ale w ataku ma problem z obroną. Będę chciał go skontrować. Doskonalę szybkość i mam nadzieję, że w tej walce będzie to widoczne.

Jest pani na każdej walce Damiana?

Natalia: Staram się być na każdej. Myślę, że oglądając pojedynki Damiana w domu, znosiłabym to dużo gorzej. Zdecydowanie wolę być blisko ringu niż przed telewizorem.

Damian: Myślę, że na początku Natalia bardziej stresowała się podczas moich walk niż teraz. Często przychodzi na treningi i widzi, że mój boks jest coraz lepszy i bezpieczniejszy. Widzi, że jestem dobrze przygotowany, a to sprawia, że mniej się stresuje.

A ty stresujesz się kolejną walką wieczoru?

Damian: Po raz trzeci z rzędu wystąpię w walce wieczoru. Nakręca mnie to pozytywnie i nie ciąży mi w głowie. To mnie bardziej motywuje do tego, by się rozwijać i być lepszym z walki na walkę.

Natalia: Gdy Damian jest w trakcie cyklu przygotowawczego do walki, wtedy biorę wszystko na siebie. Skupiam się na jego promocji, pozyskiwaniu sponsorów i sprzedaży biletów. Odciążam go od obowiązków, żeby mógł skupić się na przygotowaniach. Mamy wspólny cel, do którego dążymy i wierzę, że razem do niego dojdziemy.

Damian: W okresie przygotowawczym jestem sam ze sobą. Ze swoimi myślami i z muzyką. Ostatnią słucham dużo rapu. Mam coraz większy kontakt z Rysiem Peją. Byłem ostatnio na jego koncercie, byłem też na nagraniu klipu do jego nowej płyty.

Odwiedzasz też dzieci z Domów Dziecka, szpitale onkologiczne. Można powiedzieć, że jesteś człowiekiem-instytucją.

Damian: Zaczęło się od współpracy z fundacją Drużyna Szpiku. Zaczęliśmy odwiedzać chore dzieci i ich rodziców w szpitalu onkologicznym w Poznaniu. Na początku była to dla mnie trudna sytuacja, ale traktują to jako fajną przygodę. Sprawia mi przyjemność, że mogę dać komuś uśmiech. Próbowałem też dawać motywację rodzicom chorych dzieci.

Jak trudno jest wejść na dziecięcy oddział onkologiczny?

Damian: Za pierwszym razem było trudno. Później już o tym się nie myśli. Wiem, czego mogę się spodziewać i jestem bardziej przygotowany na to niż na początku. Takie wizyty mi też dają dużo siły. Skłaniają do refleksji. Trzeba doceniać małe rzeczy i cieszyć się każdym dniem. Nie wolno za dużo oczekiwać od życia.

Natalia: Z Drużyną Szpiku bierzemy udział w różnych akcjach charytatywnych. Zbieraliśmy prezenty dla dzieci na święta. Damian odwiedził też Dom Dziecka nr 3 w Poznaniu.

Damian: Dzieci pytały mnie o walkę, o przygotowania. Pokazywały mi, jak ćwiczą i jak robią gwiazdy. Stawały też na rękach. Ja pokazałem, jak chodzę na rękach. Później tłumaczyłem im, jak mogą się tego nauczyć.

damian wrzesiński

W 2017 roku doznałeś jedynej porażki na zawodowych ringach. Długo siedziała w twojej głowie ta przegrana?

Damian: Nie, jakoś bardzo się nią nie przejąłem. Jadąc do Belgii, byłem nastawiony na wygraną. Zresztą tak było. Od pierwszej do czwartej czy piątej rundy strasznie zbiłem rywala. Byłem zdziwiony, że wyszedł do kolejnej rundy. Jakoś się pozbierał, a ja opadłem z sił i walka bardziej się wyrównała. Sędziowie dali mu wygraną, ale nie pogodziłem się z porażką. Kibice widzieli co innego. Po walce mój przeciwnik był strasznie poobijany, a u mnie prawie nie było śladów walki.

Natalia: To nie była porażka, to była lekcja, z której Damian wyciągnął wnioski. Pojechał do paszczy lwa po zwycięstwo. Niestety przegrał z sędziami. Wrócił silniejszy i z kolejnym bagażem doświadczeń.

Damian: Mój promotor chciał zorganizować rewanż w Polsce, ale rywal nie był zainteresowany. Mariusz Grabowski wspominał, że zaproponował Belgowi fajne pieniądze, ale jego team nie przyjął propozycji. Już odpuściliśmy sobie ten temat.

Która walka jest twoją wizytówką?

Damian: Myślę, że ta ostatnia, z Sergio Puente. Staram się z walki na walkę robić postępy i to mi się na razie udaje. Ale mam nadzieję, że w piątek w Pionkach stoczę najlepszą walkę w karierze. Polepszyły się moje wyniki na sali. Nie tylko pod względem fizycznym. Wprowadziliśmy z trenerem nowe elementy i w piątek będę chciał to pokazać.

Jak świętujecie zwycięskie walki?

Damian: Po pojedynkach mam 2-3 luźniejsze tygodnie, bo trenuję na mniejszych obrotach. Wtedy staramy się nadrobić zaległości. Spotykamy się ze znajomymi i rodziną. Staram się też poświęcić dużo czasu dzieciom.

Co czeka Damiana w piątek w Pionkach?

Natalia: Nastawiam się na dobrą i zwycięską walkę Damiana.

Na koniec muszę jeszcze spytać o walkę Siwy vs Bodzioch, która odbędzie się na gali Tymex Boxing Night 12. Jakie macie typy?

Damian: To jest ciekawe zestawienie. Szanuję obu pięściarzy, ale bliżej mi do Kamila Bodziocha, bo trenowaliśmy razem w Szamotułach. Marcina znam z gal Tymexu, często się na nich spotykamy. Niech wygra lepszy, ale myślę, że jest to walka 50/50. W Arłamowie popatrzyłem na Kamila i Marcina, to są dwa kolosy. Widać, że wzięli sobie do serca przygotowania. Obserwowałem Bodziocha na treningach, bardzo poważnie podszedł do sprawy. Widać, że ma duże pojęcie o diecie. Oprócz tego zna się na przygotowaniu fizycznym i mentalnym. Ma psychologa, widziałem, że robili fajną robotę.

Natalia: Stawiam na Kamila Bodziocha, ponieważ ma lepszą pracę nóg i może lepiej wytrzymać kondycyjnie walkę. Jest lżejszy od Siwego, a to też będzie miało wpływ na kondycję.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

1 Comment

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery