Różański wybił Ugonohowi boks z głowy. Kariera Izu to niewypał

Na polskim podwórku mieliśmy walkę-odpowiednik konfrontacji Anthony Joshua vs Andy Ruiz Jr. W Polsce też zwyciężył grubasek, na którego niewielu stawiało.

Izu Ugonoh wszedł do ringu w Rzeszowie i od pierwszego gongu szukał tabliczki z napisem exit. Brak pomysłu na walkę to był jego jedyny pomysł. Determinacja Ugonoha była na poziomie ucznia wracającego po wakacjach do szkoły. Wydawało się, że lewą ręką będzie kontrolował walkę, że będzie bił po dołach i polował na mocny prawy. Nic z tego nie wyszło.

Inne nastawienie miał Łukasz Różański, który od początku pojedynku ruszył po nokaut. W 4. rundzie dopiął swego i wygrał przed czasem. Wcześniej zdominował Ugonoha pod każdym względem. Walka zakończyła się w KONTROWERSYJNYCH okolicznościach, bo Różański dobijał klęczącego już Izu. Gdyby team Ugonoha wniósł protest, walka mogłaby zakończyć się dyskwalifikacją Różańskiego. Sędzia Robert Gortat, który po ostatnich galach był chwalony, tym razem stracił kontrolę nad wydarzeniami w ringu.

Izu po walce nie szukał wymówek. Z uśmiechem na ustach pogroził tylko palcem Różańskiemu za ostatni cios. „Łukasz był lepszy ode mnie. Niepotrzebnie uderzył mnie, gdy leżałem na podłodze. To nie było fajne” – mówił, ale w tych słowach nie było sportowej złości. Później dodał: Coś we mnie zgasło, nie byłem w stanie dać z siebie więcej. Myślę, że zabrakło serca, żeby wzbić się na wyżyny.

Bardzo krytycznie o występie Izu wypowiedział się w studiu TVP Dariusz Michalczewski. Jako promotor nie myślał o złożeniu protestu, bo i „tak było po herbacie”. – Izu powinien zakończyć karierę, bo po prostu nie ma głowy. W boksie nie trzeba mieć dużych mięśni, ładnie wyglądać i pięknie poruszać się w ringu, tylko trzeba wygrać walkę. – mówił promotor Ugonoha.

Przypomnijmy, że jeszcze niedawno „Tiger” chwalił Izu i mówił o nim, że jest nieoszlifowanym diamentem. Chciał go doprowadzić do pojedynku o mistrzowski pas. Po kilku miesiącach i jednej walce Ugonoha Michalczewski zmienił zdanie.

Po gali w Rzeszowie kariera Izu stanęła pod znakiem zapytania. Jego promotor mówił o braku głowy do tego sportu, Izu wspomniał o braku serca. Pięściarz zaraz po walce nie chciał mówić o przyszłości. Zadeklarował, że wszystko przemyśli i zastanowi się, co dalej zrobić z karierą.

Wydaje się, że w boksie nie ma już dla niego miejsca. Chyba, że interesuje go przeciętność, to może jeszcze się w to bawić. Na głębsze wody już nie wypłynie i więcej z kariery nie wyciśnie. Tym bardziej, że jego promotor już go skreślił. Michalczewski słowami po pojedynku praktycznie zakończył ich współpracę. Trudno wyobrazić sobie sytuację, że panowie dalej będą ciągnąć razem wózek.

Kariera Izu to duży niedosyt. Nawet niewypał. Ugonoh zmarnował wiele lat. Zapamiętamy go tylko z przegranej walki z Dominikiem Breazeale’em. Najpoważniejsi rywale, z którymi wygrywał to Łukasz Rusiewicz i Fred „Boląca głowa” Kassi. Słabo to wygląda.

W Rzeszowie boks z głowy wybił mu Różański, który może mieć teraz swoje pięć minut. Chłopak zasłużył na walkę za dobrą wypłatę. Już pojawiły się głosy o jego konfrontacji z Arturem Szpilką. Dla Po Gongu walką z potencjałem na grzmoty jest starcie Różańskiego z Kamilem Sokołowskim.

Kolejny grubasek wchodzi do gry, a Izu pewnie dostanie ofertę z KSW. Walka w Rzeszowie brutalnie zweryfikowała karierę Ugonoha w zawodowym boksie.

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery