Sulęcki zgłosił kontuzję. „Na Jengojana pewnie bym wyszedł”

Nie będzie walki Macieja Sulęckiego z Jaime Munguią, która planowana była na 24 kwietnia w El Paso. Polak zgłosił kontuzję i wycofał się z pojedynku.

– Kontuzja jest, nie od teraz. Uraz się odnowił – porobiły mi się wypukliny na plecach. To nie jest nic strasznie poważnego, ale bardzo uciążliwe. Jak dostanę w głowę, to odczuwam duży ból. Na Jengojana bym pewnie wyszedł, ale nie do takiej walki jak ta z Munguią – mówi Maciej Sulęcki w rozmowie z „Super Expressem”.

Sulęcki narzeka, że nie miał odpowiedniego obozu i sparingpartnerów. – Może gdybym miał za sobą super obóz w Stanach, to nikomu o tym urazie bym nie powiedział. Choć też nie sądzę, bo ból jest duży – mówi Maciej Sulęcki.

Kilka dni temu rozmawialiśmy z Andrzejem Wasilewskim, który mówił, że Maciej Sulęcki nie ma nic do stracenia w walce z Munguią. – Moim zdaniem Munguia jest trochę przereklamowany w stosunku do tego, jak jest promowany. Widzę głodnego, pewnego siebie Meksykanina, który ma twardą szczękę, ale w przeciwieństwie do Andrade czy Jacobsa jest dużo prostszy pod względem technicznym.

Andrzej Wasilewski wspomniał też o gaży, jaką Sulęcki miał dostać za walkę w USA. – Maciek postawił twarde warunki, nie do końca byłem przekonany, czy uda się je zrealizować, ale udało się. To wyjątkowa i trudna do przebicia czy powtórzenia oferta, naprawdę duże pieniądze. Nie sto i nie dwieście tysięcy dolarów brutto.

Jednak Maciej Sulęcki nie chciał lecieć do USA tylko po wypłatę. – Jest kontrakt, oddaję tyle i tyle panu Wasilewskiemu, dlatego chciałbym odpowiedniego obozu itd. Ja nie jestem prostytutką, która widzi jakąś sumę i rozkłada nogi – twierdzi Maciej Sulęcki.

Miała być fajna walka z udziałem Polaka, ale nic z tego nie wyszło. Szkoda.

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery