Waleczne serce z Silesii Boxing. „Nie pozwoliła przerwać walki”

O kontuzji oka Karoliny Kowalkiewicz pisały prawie wszystkie media sportowe w Polsce. Podobnej kontuzji w trakcie walki doznała Karina Kopińska, ale o tym było cicho w mediach. Bo Kopińska nie walczy w UFC ani nie jest mistrzynią świata w boksie. Jest wojowniczką z Silesii Boxing. – Niektórzy może myślą, że skoro mam tyle porażek, to mnie to nie rusza. Ale każda porażka mnie boli – mówi Kopińska.

– Karina przyszła na salę i zapytała, czy może trenować boks zawodowy w Silesii. Powiedziałem jej, że nie trenuję dziewczyn. Wcześniej miałem przykre doświadczenie z jedną z pań i nie chciałem drugi raz pakować się w boks kobiet. Karina mniej więcej po tygodniu znów przyszła, oczywiście z tym samym tematem. Powiedziałem, że nic się nie zmieniło i że nie mamy o czym rozmawiać. Była uparta, poszła do szatni, przebrała się i zaczęła trenować na worku – mówi Irosław Butowicz, trener i menadżer Kopińskiej.

– W końcu umówiliśmy się, że może przychodzić na treningi, ale niczego jej nie obiecywałem w boksie zawodowym. Trenowała dla siebie, bez gwarancji startów. Po pewnym czasie zobaczyłem, że jest bardzo zaangażowana, pracuje lepiej i mocniej niż niejeden chłopak – dodaje Butowicz.

„Nawet łezka jej nie poleciała”

Kopińska pierwszą zawodową walkę stoczyła w Danii w 2012 roku. Przegrała na punkty, w drugiej rundzie rozcięła głowę po zderzeniu z przeciwniczką. Butowicz chciał przerwać walkę. – Trener wtedy jeszcze dobrze mnie nie znał – mówi Kopińska. – Miała pięciocentymetrowe rozcięcie, krew zalewała jej twarz, ale prosiła, żebym nie przerywał pojedynku. Gdy po walce w szpitalu szyli jej ranę, zagryzła zęby i nawet łezka jej nie poleciała. To mnie przekonało do Kariny. Wiedziałem, że warto w nią zainwestować – wspomina Butowicz.

Kopińska na zawodowych ringach ma bilans 13-33-4. Walczyła we Francji, w Anglii, we Włoszech, przyjmowała propozycje z Azji i Kanady. – Nie bała się żadnych walk. Raz wychodziło lepiej, raz gorzej, ale zawsze dawała z siebie maksimum. Nigdy nie słyszałem, by jakiś promotor lub menadżer na nią narzekał. Rekord nie mówi o niej wszystkiego – mówi Butowicz. – Niektórzy może myślą, że skoro mam tyle porażek, to mnie to nie rusza. Ale każda porażka mnie boli. Po werdyktach czasami nie wiem, co myśleć – mówi pięściarka Silesii Boxing.

W czerwcu w Pałacu w Konarach stoczyła pięćdziesiątą walkę na zawodowych ringach. Przegrała na punkty z Ewą Piątkowską. Kopińska: Uważam, że nie przegrałam z Ewą. Dobrze czułam się w tym pojedynku, jestem przekonana, że Ewa nie wygrała tej walki. Myślę, że ona też to wie, to była co najmniej remisowa walka. Butowicz jest podobnego zdania. – Wierzyłem, że Karina wygra z Piątkowską. Moim zdaniem nie przegrała tej walki. Gdyby sędziowie dali remis, nikogo by nie skrzywdzili.

Werdykt był nieporozumieniem. Kibice gwizdali

Kopińska boks zawodowy łączy z pracą. Kiedyś, gdy spytałem ją, po co jej boks, odpowiedziała, że sama nie wie. Teraz zadałem jej to samo pytanie. – Skoro tyle w tym siedzę, to chyba to lubię. Lubię adrenalinę, boks to jest uzależnienie – mówi Kopińska i dodaje: Chciałabym jeszcze coś wygrać i osiągnąć, ale jestem realistką. Na pewno nie dostanę już żadnej ciekawej walki, z takim rekordem nie mogę marzyć o walce o pas.

W listopadzie 2017 roku walczyła w Niemczech o dwa mniej prestiżowe pasy w kobiecym boksie. Przegrała na punkty z Eliną Tissen. – Wydaje mi się, że ta porażka bolała ją najbardziej. Sędziowie prawdopodobnie nie patrzyli w ogóle na walkę. Karina była zdecydowanie lepsza, a sędziowie wypunktowali jej wyraźną porażkę. Niemiecka publiczność gwizdała. Wiele osób mówiło, że werdykt jest nieporozumieniem – mówi Butowicz.

Kopińska: Punktacja była z kosmosu. Byłam dobrze przygotowana do tej walki. Nie były to najbardziej prestiżowe federacje, ale fajnie byłoby zdobyć te pasy. Werdykt na pewno mnie bolał.

We wrześniu 2019 roku zdobyła pas Międzynarodowej Mistrzyni Polski wagi piórkowej. – W moim przypadku każdy pas się liczy. Rywalka była solidna. Cieszę się, że dostałam taką szansę i ją wykorzystałam – twierdzi Kopińska.

Kontuzja jak u Karoliny Kowalkiewicz. „Miałam wrażenie, że oko mi wyszło”

Kopińska w swojej karierze miała kilka kontuzji. Najczęściej pojawiają się u niej rozcięcia na głowie. – Mam chyba słabą skórę głowy, tych rozcięć zawsze się obawiam – mówi pięściarka Silesii. Najgorsze wspomnienia ma jednak z wyjazdu do Bahrajnu. – Doznałam tam złamania oczodołu. To było dziwna kontuzja, podobna do kontuzji Karoliny Kowalkiewicz. Nie wiem, jak to opisać. W trakcie walki nie było tego widać. Wieczorem po walce kichnęłam i miałam wrażenie, że oko mi wyszło – tłumaczy Kopińska.

Do szpitala pojechała dopiero po powrocie do Polski. – Z tą kontuzją nie powinnam lecieć samolotem. Miałam wielką bułę, po tygodniu opuchlizna zeszła. Przez trzy miesiące nic nie mogłam robić. Nie miałam operacji, bo operuje się w gorszych przypadkach od mojego. Lekarz powiedział mi, że to jest kość grubości kartki papieru – tłumaczy Kopińska.

W piątek Kopińską znów zobaczymy w ringu. Podczas gali Tymex Boxing Night 12 będzie się biła z Saszą Sidorenko. To będzie walka rewanżowa, w grudniu 2015 roku Kopińska przegrała na punkty z pięściarką Tymexu.

– W ogóle nie boję się Saszy, a to jest ważne. W walce z Piątkowską musiałam trzymać ręce wyżej, by mnie nie trafiła, bo ma mocny cios. W pojedynku z Saszą będę mogła pozwolić sobie na więcej ryzyka. Sidorenko nie ma nokautującego ciosu, ale jest trudna do trafienia. Trzeba mieć na nią dobry plan. Uważam, że jest lepszą zawodniczką niż Piątkowska. Myślę, że Sasza wygrałaby z Ewą – mówi Kopińska.

To może jeszcze walka z Ewą Brodnicką?

Pięściarka Silesii dwa razy walczyła z Ewą Piątkowską. W piątek stoczy drugą walkę z Sidorenko. W ringu nie spotkała się jeszcze z Ewą Brodnicką. – Nie było takiej propozycji, ale jesteśmy chętni na taką walkę. Obawiam się tylko, że druga strona nie zdecyduje się, bo oni nie są chętni do podjęcia ryzyka – mówi Butowicz.

Dla Kopińskiej walka z Sidorenko będzie 51. na zawodowych ringach. – Będzie kolejna pięćdziesiątka? – pytam Karinę. – Nie, nie. Do stu walk nie dojdę. Chciałabym jeszcze walczyć za granicą i wygrać z jakąś dobrą zawodniczką. Ile jeszcze stoczę walk? Nie wiem. Myślę już o ślubie i dziecku, bo to już najwyższy czas – mówi z uśmiechem Kopińska.

Karina, zastanawiam się na tytułem tego tekstu. Może: „Karina Kopińska, czyli wojowniczka z Silesii”. Co o tym sądzisz? – Wojowniczka? Pewnie, że pasuje do mnie. Zazwyczaj tak mnie określają, mówią, że jestem wojownicza. Może to jest jedyny mój plus, bo nigdy nikt nie mówi, że mam technikę czy umiejętności. Zawsze mówią, że mam waleczne serce. To chyba mój największy atut.

Dobrze, to mamy tytuł. Kopińska, waleczne serce z Silesii.

– Może być.

Krzysztof Smajek

1 Comment

  1. Życzę samych sukcesów Karinie. Z Saszą Sidorenko, może być dobry pojedynek. Świetny tekst, bo nie każdy wie co to za dziewczyna, a serce do walki ma wielkie.

Leave a Response

Top Reviews

Video Widget

gallery