„Zostaliśmy znokautowani przez PZB. Potraktowali nas jak leszczy”

Z Krzyśkiem Głowackim wypłynąłem na szersze wody. Odkryłem go w kadrze narodowej, gdzie byłem asystentem trenera Buczyńskiego. Krzysiek zaimponował mi w trakcie sparingów z Arturem Szpilką. Byli kumplami, ale czasami na sparingach trener Buczyński musiał ich rozdzielać. Chłopaki nie odpuszczali i tak jest do dzisiaj – opowiada Tomasz Babiloński.

Krzysiek był wtedy jedną nogą za kierownicą ciężarówki u wujka i pewnie jego kariera potoczyłaby się inaczej. Widziałem w nim potencjał i wykupiłem go z klubu z Wałcza. Nie chciałem być drobnym złodziejaszkiem, dlatego go wykupiłem, a nie podpieprzyłem, co w tamtych czasach było normą. Miałem czyste sumienie. Czułem, że z Głowackiego może coś być.

Marek Matela, który był wtedy działaczem klubu z Wałcza, powiedział do mnie: “panie Tomku, niech pan kupi nam sprzęt bokserski”. Kupiłem tego sprzętu za pięć tysięcy złotych i zgodnie z umową przejąłem Krzyśka. Umowę mam do dzisiaj w domu. Na tamte czasy to były całkiem spore pieniądze. Znalazłem Krzyśkowi sponsora i tak zaczęła się nasza współpraca.

Pewnego razu pojechaliśmy z Krzyśkiem na Mistrzostwa Polski seniorów. Chodziłem po kolegach i zbierałem pieniądze na ten wyjazd, bo trzeba było zapłacić za podróż, hotel i diety. W końcu zebraliśmy kasę i pojechaliśmy do Sosnowca. Krzysiek wygrał jedną walkę przed czasem, drugą też wygrał, w kolejnej miał walczyć o medal z Mateuszem Malujdą, ale Malujda chyba się go wystraszył.

W trakcie zawodów podeszli do mnie Adam Kusior, ówczesny prezes PZB, z nieżyjącą już Bogumiłą Zakrzewską, jego asystentką. Stwierdzili, że Krzysiek nie może startować w MP, bo parę tygodni wcześniej przegrał przed czasem z Davidem Pricem po ciosie na brzuch w jakimś międzynarodowym turnieju. W PZB dopatrzyli się, że Krzyśkowi zabrakło kilku dni czy godzin do końca karencji i że nie może brać udziału w MP, bo to narusza regulamin.

Dopatrzyli się tego przed walką o medal. Byłem wtedy młodym trenerem i nie wiedziałem, do kogo i jak możemy się odwołać. Spakowaliśmy się i wróciliśmy do domu. Bez medalu. Zostaliśmy znokautowani przez PZB. Potraktowali nas jak leszczy. Wtedy w boksie olimpijskim były układy i układziki. Medal dawał punkty, punkty dawały miastu pieniądze i tak dalej. Dodam, że Głowacki był faworytem do wygrania turnieju.

Krzysiek nie chciał brać udziału w tych układach i stwierdził, że ma w dupie boks amatorski. Miesiąc później zorganizowałem mu walkę zawodową w podwarszawskim hotelu U Pietrzaków. Tak zaczęła się jego kariera zawodowa. Głowacki z małych imprez u mnie wyrósł na mistrza świata. Później stało się jak stało, nasze drogi zawodowe się rozeszły.

Trzymam za niego kciuki w walce z Okoliem. Czeka go bardzo ciężki bój. Okolie jest śliski, niewygodny, unika walki, gdy trafi, wiesza się na rywalu. Ciężko walczy się z kimś takim. Mam nadzieję, że Krzysiek wyprowadzi cios szczęścia, trafi Okoliego, a później go dobije. Tak samo jak w walce z Huckiem. Nie może liczyć na wygraną na punkty, bo tam będą dozwolone wszystkie chwyty.

Więcej o walce Głowacki vs Okolie:

Głowacki: Uwielbiam być underdogiem. Chcę przywieźć pas do Polski

Łapin: Takie walki nakręcają mnie, bo zdaję sobie sprawę ze stawki

DODAJ ODPOWIEDŹ

Top Reviews

Video Widget

gallery